Rozmowa, która wydarzyła się naprawdę

Czasem najlepsze rzeczy powstają nie w skupieniu nad klawiaturą, ale w rozmowie. Tak było tym razem.
Powiedziałem przyjaciółce, że prawda jest ciężka, i dlatego ludzie wolą widzieć siebie w lustrze niż w drugim człowieku.

Na co ona powiedziała coś, co rozwaliło mnie absolutnie:

„Prawda jest niewygodna, nieprzyjemna, ciężka i odpychająca. To nie jest księżniczka w pięknej sukni ani bozia na chmurce. To baba, okrutna baba, która ZAWSZE ma rację. Nikt jej nie lubi. Nikt do niej nie podchodzi. Wszyscy uciekają”.

I miała rację. Prawda nie pachnie wanilią. Prawda nie ma filtra „natural glow”. Prawda nie jest instagramowa.
Prawda nie podkreśla kości policzkowych.

Prawda jest jak menel, i to nie byle jaki — taki, od którego nie tylko czuć alkohol, ale też…
to, że mówi prawdę.

A prawda powiedziana przez kogoś, kogo się nie chce słuchać, boli podwójnie.


„A najgorsze w tym wszystkim jest to, że ty nie chcesz być menelem”.

To zdanie trafiło w punkt. Bo nikt nie chce. Nikt nie chce być tym, kto niesie coś niewygodnego, brzydkiego, ciężkiego.

Każdy z nas chciałby być:

Nikt nie chce nieść własnego smrodu. Nikt nie chce nieść własnego chaosu. Nikt nie chce nieść własnych błędów. 

Ale prawda — ta prawdziwa — nie jest elegancką psycholożką z TED Talka.

Prawda to menel mówiący w pół bełkocie dziwne zdania, z których rozumiesz:
„kocham cię” i „nienawidzę cię” w jednej głosce. Bo prawda taka właśnie jest — kochająca i nienawidząca jednocześnie.


„A kto normalny wybrałby menela zamiast pachnącego nieba?”

No właśnie.

Kto by wybrał:

Nikt. Bo ludzie są leniwi — a mózg jest najbardziej energożernym organem, jaki mamy.

Jeśli coś jest trudniejsze niż spojrzenie w lustro, to nasz mózg automatycznie mówi: „NIE OPŁACA SIĘ.”

Bo prawda kosztuje. A mózg lubi oszczędzać energię.


„Czyli jestem Twoim nadwornym żulem?”

W którymś momencie tej rozmowy, pół żartem pół serio, zapytałem:

„Czy ja właśnie zostałem mianowany Twoim nadwornym żulem?”

A ona, bez zawahania:

„To dla ciebie zaszczyt.  Błazny zawsze były najważniejsze na dworze”.

I to też jest prawda.
Bo błazny mówiły królowi to, czego nikt inny nie śmiał powiedzieć.
Błazny mogły mówić prawdę bez groźby ścięcia.
Błazny nosiły śmiech, ale też ostrze.

I nagle cała metafora się domknęła:

Prawda jest menelem, ale ten, kto umie ją nieść — to błazen, który ratuje króla.


„Można polać menela perfumami, ale będzie jeszcze gorzej.”

I powiedziałem jej na koniec:

„Można próbować polać menela perfumami, ale to tylko pogorszy sprawę”.

To nie jest historia o brudzie. To nie jest zachęta do nihilizmu. To nie jest pochwała rozkładu.

To jest przypomnienie:

czasem warto spojrzeć na coś, co nie jest ładne, ale jest o nas.

Bo w świecie zbudowanym na pozorach, gigantomanii, filtrach, narracjach i iluzjach — to właśnie ta brzydka prawda trzyma nas w proporcjach.

W rozmowie udział wzięli:

Autor (ukłony) i

Latająca Usterka Świadomości (brawa, oklaski, standing ovation)

5 1 głos
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x