Mam już gotową playlistę na Spotify.

Jest wyraźnie dłuższa niż poprzednia — bo i książka się zmieniła.

Rozdziały są krótsze.
Ale gęstsze.

Jest ich więcej.

I każdy z nich ma swój utwór.
Jedno tło. Jedno napięcie.
Czasem jeden komentarz z offu, którego nie ma w tekście — ale jest między wersami.


Przy okazji odkryłem też jedną, do tej pory niedocenianą zaletę pełni księżyca.

Jeśli nie możecie spać — można wtedy pisać książkę.

Sprawdzone.

I chyba właśnie przez to poszło szybciej, niż zakładałem.

Mam gotową wersję przedredakcyjną.

Zostały ostatnie szlify.
Sprawdzenie, czy wszystko trzyma się równie mocno, w każdym miejscu.

I potem już… no właśnie. I tu chyba potrzeba mądrości.


Stoję teraz w miejscu, którego wcześniej nie brałem na poważnie.

Self-publishing — który znam.
Albo wydawnictwo — którego nie znam.

Jedno daje kontrolę.
Drugie — zasięg.

I żadna z tych dróg nie jest oczywista.

Zostawiam Was z tą myślą.

A poniżej — playlista.

Dajcie znać, który utwór siadł Wam najbardziej.

Miłego słuchania.

Link do playlisty Spotify https://bit.ly/3JqyOdD

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x