Miałem 5 lat, kiedy pierwszy raz zamieniłem ciąg liter w słowo. Nieporadnie. Ale samodzielnie. Czytałem, zanim nauczyłem się pisać. W przedszkolu opiekunki sadzały mnie przed grupą, abym czytał pozostałym dzieciom książki na głos. Nie pamiętam już tytułów z tamtych lat. Ale pamiętam pierwsze książki dla dzieci na płytach gramofonowych.
Pierwszy tytuł, który pamiętam, to były Muminki. Ich świat – cichy, filozoficzny, trochę smutny, trochę dziwny – był dla mnie jak otwarcie drzwi do czegoś większego. Czytałem wszystkie części, jakie tylko były dostępne w szkolnej bibliotece.
Potem przyszedł czas na coś poważniejszego. Pan Samochodzik. Archeologia, zagadki, tajemnice. Wszystkie części pochłonięte jedna za drugą. To był pierwszy kontakt z książką, która miała „ciąg dalszy”, z bohaterem, który wracał. I z tą przyjemną świadomością, że można się zgubić w serii.
Alfred Szklarski. I jego Tomek Wilmowski – chłopak, który podróżował, kiedy ja mogłem tylko marzyć. Kangury, dżungle, pustynie, niedostępny Tybet. Któż by nie chciał, żyć tak jak on?
A potem, przyszło coś większego. Henryk Sienkiewicz, ze swoją Trylogią. Pierwsze książki, do których wracałem cyklicznie. Co pół roku.
Ze Sposobu na Alcybiadesa nauczyłem się, że szkoła może być śmieszna. I że słowa mogą bawić równie mocno jak fabuła. Niziurski pokazał mi język jako zabawkę, jako broń i jako środek wyrazu. A przy tym nie tracił mądrości.
Moi rodzice pracowali w drukarniach. Książki były wszędzie. Uginające się półki. Stosy na parapetach. Pachnące farbą i czymś jeszcze. Wielkim światem. Innym życiem. Przygodą.
I ja – mały chłopiec z wielkim planem: przeczytać je wszystkie. Ale potem plan się zmienił.
Mama opowiedziała mi, że czasem do drukarni przychodzą różni pisarze, żeby zobaczyć, jak powstaje ich książka. Że zawsze jest to wielkie wydarzenie. Dla obu stron.
I wtedy wiedziałem – że ja też tak kiedyś przyjdę. Do drukarni. Jako pisarz. Autor. Że nie tylko przeczytam. Że napiszę.
I oto jestem.
Po 30 latach spełniania cudzych marzeń, wreszcie spełniam swoje. Nie bójcie się marzyć. Idźcie za głosem, który jest w środku.
C.D.N.