Tom 2 nie wyjdzie w terminie.

Mógłbym tu napisać, że „chcę, żeby był lepszy”, ale to zdanie nic nie znaczy. Każdy chce. Różnica pojawia się dopiero wtedy, kiedy trzeba coś za to zapłacić.

U mnie ta cena okazała się dość prosta do nazwania:
muszę tę książkę napisać jeszcze raz.

Nie poprawić. Nie „wygładzić”.
Napisać od nowa — na tym samym szkielecie, ale już nie tym samym językiem.


Przez długi czas myślałem, że opowieść polega na tym, żeby jak najdokładniej oddać emocję. Nazwać ją, opisać, rozrysować tak, żeby czytelnik nie miał wątpliwości, co właśnie się wydarzyło i co powinien poczuć.

I to działało. Do pewnego momentu.

Bo w którymś miejscu zacząłem widzieć, że mogę zrobić coś innego.
Nie powiedzieć. Zostawić.

Zamiast zdania, które wszystko wyjaśnia — pauzę.
Zamiast opisu — ślad.

Kiedyś napisałbym scenę tak, żeby była „pełna”.
Teraz coraz częściej kończy się pół zdania wcześniej.

I nagle okazuje się, że to nie ja niosę tę emocję do końca.
Czytelnik robi to sam.


To brzmi jak drobiazg. Techniczna zmiana.
W praktyce — rozwala całą książkę od środka.

Bo jeśli zmienia się sposób, w jaki budujesz zdanie, zmienia się:

I nie da się tego „domalować” na istniejącym tekście.

Trzeba zdjąć warstwę po warstwie.

Czasem całe rozdziały.


Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że ta stara wersja… działała.
Była bardziej bezpośrednia. Bardziej „pełna”. Może nawet łatwiejsza w odbiorze.

I była też przyjemniejsza w pisaniu.

Ta nowa wersja jest wolniejsza.
Wymaga więcej decyzji. Więcej cięcia. Więcej rezygnowania z rzeczy, które same w sobie były dobre — tylko już nie pasują do całości.

To nie jest komfortowy proces.

Ale to jest ten moment, w którym wiem, że jeśli teraz odpuszczę, to już zawsze będę wiedział, że mogło być lepiej.


Co to znaczy dla Was?

Przede wszystkim tyle, że trzeba będzie poczekać dłużej.

Ale też — i to jest ważniejsze — ta książka będzie inna niż planowałem na początku roku.

Trochę bardziej wymagająca.
Mniej oczywista.
Z większą ilością miejsca pomiędzy zdaniami.

Nie wiem, czy będzie „lepsza” w sensie obiektywnym.
Ale wiem, że będzie bliżej tego, jak dziś rozumiem pisanie.

A na tym etapie to jedyne, co ma dla mnie sens.


Mógłbym wydać tamtą wersję.

Tylko że wtedy sam bym tej książki nie szanował.

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x