Przed wyjściem z domu przypomniała mi się dziewczyna, którą widziałem na Dniach Fantastyki. Miała na sobie siatkowe rajstopy. Dzień był gorący, więc sama siatka miała pewne uzasadnienie, ale nadal nie potrafiłem dostrzec w tym wyborze praktyczności.

To było niepraktyczne.

Po chwili zrozumiałem: owszem, ale tylko w moim świecie.

W jej świecie praktyczność mogła nie mieć żadnego znaczenia. A może strój miał funkcję, której nie dostrzegałem. Może chodziło o modę, estetykę, przynależność do jakiejś grupy, podkreślenie własnej tożsamości albo zwyczajnie o to, że tak jej się podobało. Nie wiedziałem. Wiedziałem jedynie, że bezwiednie przyłożyłem do jej wyboru własne kryterium i zdziwiłem się, że wynik się nie zgadza.

Tylko dlaczego miałby się zgadzać?

Mój stosunek do praktyczności miałby rozstrzygające znaczenie, gdybym to ja zamierzał założyć takie rajstopy. W przypadku jej decyzji mówił przede wszystkim coś o mnie.

Dość często zastanawiam się, dlaczego ktoś wybrał tak, a nie inaczej. Czy za jego decyzją coś stało, czy podjął ją bez głębszego namysłu.

Ciekawi mnie to nie dlatego, że uważam każdy wybór inny od mojego za zły. Nie zakładam na tej podstawie, że ktoś jest głupi, nie wie, co robi, albo jest ode mnie gorszy. Próba zrozumienia cudzej decyzji mówi zresztą bardzo dużo o mnie samym — być może więcej niż o człowieku, którego staram się zrozumieć.

Zrozumienie ułatwia powstrzymanie się od pochopnego osądu. Jego brak sprzyja wrogości. My kontra oni. Ja i cała reszta.

We mnie nierozumienie zazwyczaj budzi ciekawość. Nie zawsze i nie w każdym przypadku. Cudze wybory — bez względu na to, czy dotyczą ubioru, lektur, związków czy decyzji politycznych — mogą mnie czegoś nauczyć o mnie samym. Ale nie muszą.

Dlatego nie zawsze podnoszę rękawicę. Czasami filtr, który noszę we własnej głowie, nie pozwala mi naprawdę wejść w cudzy sposób myślenia. Obce wzorce potrafią sprawić, że zamiast próbować zrozumieć, zaczynam ustawiać się w roli arbitra. A to niedobrze.

Oczywiście nie znaczy to, że każda decyzja jest równie dobra ani że żadnej nie wolno oceniać. Są wybory, które krzywdzą innych, i wtedy ocena staje się nie tylko dopuszczalna, lecz czasem konieczna. Czym innym jest jednak ocenić skutki czyjegoś działania, a czym innym — na podstawie tego działania wydać wyrok na całego człowieka. Szczególnie gdy jego decyzja w żaden sposób mnie nie dotyczy.

Myślę kategoriami, które należą tylko do mnie, choć zostały złożone z kawałków pozostawionych przez wielu ludzi. Tych, których znałem. Tych, których książki czytałem, których filmy oglądałem albo których losy śledziłem. Z tych zapożyczonych fragmentów powstał jednak system wyłącznie mój.

Dlaczego więc ktoś inny miałby podejmować własne decyzje na jego podstawie?

Przecież oczekiwanie tego byłoby pogwałceniem wartości, w które sam wierzę. Godziłoby w fundament mnie samego. Miałbym niczym ułomny demiurg rozstrzygać za innych: to jest dobre, a tamto złe, ponieważ ja tak mówię?

Niedorzeczność.

Dlatego wybieram próbę zrozumienia. Nie oznacza ona zgody, usprawiedliwienia ani rezygnacji z własnych ocen. Oznacza tylko gotowość, by przed wydaniem wyroku sprawdzić, czy dostrzegam coś więcej niż własne odbicie.

Bo im więcej cudzych wyborów potrafię zrozumieć, tym świadomiej podejmuję własne.

Polecam.

5 1 głos
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x