Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w przyszłym tygodniu zakończę ostatnie poprawki do drugiego tomu. Potem przyjdzie czas na redakcję, korektę i wszystkie te mniej widowiskowe etapy, dzięki którym książka przestaje być plikiem na dysku, a zaczyna przypominać coś, co rzeczywiście można postawić na półce.

Znając już bezwładność całego procesu, zakładam, że tom drugi ukaże się na przełomie sierpnia i września.

Czyli trzy miesiące luzu?

Nie. 🙂

Kiedy zaczynałem przepisywać drugi tom, wydawało mi się, że poprawię kilka rzeczy, wygładzę kilka scen i będzie gotowe. Tymczasem okazało się, że książka, z której kiedyś byłem bardzo dumny, dziś wygląda w moich oczach zupełnie inaczej.

Nie dlatego, że była zła.

Po prostu przez ten czas nauczyłem się pisać trochę lepiej.

Zacząłem dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie widziałem. Miejsca, gdzie bohaterowie powinni oddychać pełniej. Sceny, które potrzebowały więcej ciszy. Dialogi, które mogły powiedzieć mniej, żeby znaczyć więcej.

Najbardziej zaskoczyło mnie jednak coś innego.

W pierwszej wersji stworzyłem postać, z której byłem naprawdę dumny. Lubiłem ją. Dobrze się ją pisało. Wydawało mi się, że jest ważna.

A potem usiadłem do analizy tekstu i odkryłem, że ta postać właściwie niczego nie zmienia.

Była ozdobą.

Tłem.

Istniała głównie dlatego, że autor był z siebie zadowolony.

Więc zniknęła.

I chyba właśnie to jest największa różnica między pierwszą a obecną, trzecią już wersją. Kiedyś walczyłbym o każdą scenę i każdego bohatera. Dziś coraz częściej zadaję sobie pytanie: „Czy ta historia naprawdę tego potrzebuje?”.

Jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, trzeba umieć odpuścić.

Nawet jeśli boli.

Dlatego czasem żartuję, że nie napisałem jednej książki.

Napisałem trzy różne książki, które noszą ten sam tytuł.

A co dalej?

Dalej czeka tom trzeci.

Potem czwarty.

A gdzieś za nimi stoi tom piąty, który już istnieje, ale wciąż czeka, aż wcześniejsze części opowieści odnajdą swój ostateczny kształt. Tak, aby piąty tom pasował do czterech wcześniejszych.

I mam wrażenie, że właśnie dlatego nie potrafię jeszcze zamknąć drzwi za tym światem.

Bo za każdym razem, gdy wydaje mi się, że już kończę, odkrywam coś nowego.

Nową scenę.

Nową konsekwencję.

Nowe pytanie.

Więc nie, nie będę miał trzech miesięcy wolnego.

Wygląda na to, że Plemię ma wobec mnie zupełnie inne plany.

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x