Lubimy mówić, że do wszystkiego doszliśmy sami. To oczywiste uproszczenie.

Nie znaczy to, że praca, którą wkładamy w siebie, nie jest nasza. Znaczy tylko, że na swojej drodze spotykamy ludzi. Jeśli mają w sobie coś szczególnego, czasem jakaś cząstka tego zostaje również z nami. Trochę jak znak pozostawiony przez rzemieślnika na jego wyrobie.

Czasem zostaje wybity mocno, wręcz brutalnie. Czasem odciśnięty z czułością. Niektóre znaki powstają latami, inne nosimy w sobie, choć człowiek, który je pozostawił, pojawił się na naszej ścieżce tylko na chwilę.

Niektóre są wartościowe i nosimy je z dumą. Inne próbujemy zmazać w zaciszu gabinetów specjalistów.

Bywa i tak.

Przychodzi mi jednak do głowy inna metafora.

Każdy z nas jest jak kamienny dom. Zbudowany z różnych kamieni. Czasem małych, powtykanych w szczeliny tam, gdzie prześwit był zbyt duży. Czasem wielkich, utrzymujących całą konstrukcję w równowadze. Jeden staje się potężnym fundamentem. Inny — kamieniem węgielnym.

Ale nie wszystkie znosimy własnymi rękami.

Dziś, patrząc wstecz na pierwsze etapy budowy domu zwanego szumnie Bartłomiejem Kilańskim, widzę setki, może tysiące kamieni. Nie wszystkie poznaję. Nie każdemu potrafię przypisać imię albo twarz.

Są jednak i takie, które nawet po latach wciąż trzymają ciepło dłoni, które dołożyły je do ścian.

Pozwalają też wymienić z imienia lub przezwiska tych, którzy je przynieśli.

Oczywiście rodzice — tutaj nie ma wątpliwości. Ale są też ci, którzy po latach wciąż stoją obok.

Jeż.

Kriss. Umek. Kopara.

Są pisarze, muzycy, aktorzy i dziennikarze. Zwykli ludzie. A czasem niezwykli właśnie dlatego, że pozornie zwyczajni.

Są również tacy, których kamieni wolałbym w swoich ścianach nie mieć. A jednak tkwią tam trwale, związane z tym, kim się stałem. Czasem potrzebujemy dobrego wzorca. Innym razem — dobrego przykładu, jak nie stać się małym c…kiem.

I za to także jestem wdzięczny.

Mimo wszystko.

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
elamoc
elamoc
1 miesiąc temu

Nie ma czegos takiego jak self-made. Jestesmy zlepkiem ludzi, mysli, sytuacji, genow, kultury i wykorzystanych i niewykorzystanych szans. Ciekawe czy gdyby ludzie mogli zmienic swoj charakter tak jak zmieniaja nos co by w sobie zmienili? Btw super sie to czytało.

2
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x