Prace nad drugim tomem idą pełną parą, mimo upałów, burz i innych atrakcji pogodowych. W tej chwili trwa już skład książki po redakcji. Przed nami została jeszcze korekta po składzie i przygotowanie całości do druku.
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony tempem prac. Choć właściwie nie powinienem. Literackie Atelier Doroty Bębenek to marka, z którą miałem już przyjemność współpracować, i po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że trafiłem w dobre ręce.
Przy okazji chciałbym Cię jeszcze za coś przeprosić, Drogi Czytelniku.
Za to, że każdy kolejny tom będzie od poprzedniego bardziej wymagający.
To nie znaczy, że będzie gorszy. Nie znaczy też, że stanie się sztuką dla sztuki albo próbą udowodnienia czegokolwiek. Mam jednak coraz silniejsze przekonanie, że będzie po prostu… uczciwszy.
Piszę to już wiedząc, że drugi tom nie ma tak lekkiego tonu jak pierwszy. A trzeci? W nim zacznę świadomie bawić się formą. Nie dla samej zabawy, ale po to, by pokazać tę samą historię z różnych perspektyw. Trochę inaczej poprowadzę narracyjną „kamerę”, zaglądając tam, gdzie dotąd czytelnik zaglądał tylko na chwilę albo wcale.
Po co to wszystko?
Bo wierzę, że właśnie tak należy opowiadać tę historię.
Nie chcę przez całe życie pisać książek na poziomie własnego debiutu. Chcę, żeby każda następna była od poprzedniej odważniejsza. Żeby po zamknięciu ostatniej strony zostawiała po sobie coś więcej niż znajomość fabuły.
Może smutek.
Może uśmiech.
Może jedno niewygodne pytanie, które będzie uwierało jak kamyk w bucie jeszcze długo po odłożeniu książki na półkę.
Bo właśnie po to opowiadamy historie.
Jeżeli opowieść nic z czytelnikiem nie robi, jeśli nie zostawia po sobie choćby najmniejszego śladu, to szkoda czasu, energii i słów.
Dlatego zrobię wszystko, żeby kolejne tomy właśnie takie były.
Trzymajcie mnie za słowo.
