Nie dokładnie tak, jak sobie zaplanowałem.

Czy narzekam? Wręcz przeciwnie!

Czasem rzeczy dzieją się dokładnie tak jak w moich książkach. Zaczynają się od banału. W książce — od jednodniowego wyjazdu Eweliny do rodzinnego domu. W moim przypadku — od spotkania Klubu Zaczytanych we wrocławskiej Mediatece.

Ewelina jechała do domu, żeby mieć święta z głowy. Ja pojechałem do Mediateki, ponieważ po wrocławskich Dniach Fantastyki zacząłem odczuwać coś na kształt syndromu odstawiennego.

I tak jak w książce pojawiła się magia.

Poznałem fantastycznych ludzi — Hanię z Mediateki, Kasię i kolejne osoby, które sprawiły, że chciałem tam wracać. Później, podczas wieczoru autorskiego Sary Antczak, poznałem ich jeszcze więcej. Zbyt długo by tu wszystkie osoby wymieniać. Dość powiedzieć, że dostałem zaproszenie do grupy Wrocławscy Pisarze i Przyjaciele.

Dla mnie to zaszczyt. Ale też pewien zamęt w głowie, bo zupełnie nie spodziewałem się, że tak wiele może się wydarzyć w tak krótkim czasie.

O kilku rzeczach jeszcze tutaj nie wspomnę, żeby nie zapeszyć. Dla mnie — introwertyka — sama świadomość, że czasem wystarczy wyjść z domu i poznać ludzi, pozostaje dość kontrowersyjna. 🙂

Przyjechałem do Mediateki z pomysłem stworzenia maleńkiej namiastki Dni Fantastyki: z prelekcjami, panelami dyskusyjnymi i spotkaniami autorskimi. Dostałem coś innego — i kto wie, czy nie cenniejszego. Zamiast budować wszystko od podstaw, odkryłem ludzi i miejsca, które już robią wiele z tych rzeczy.

Dlatego swój pierwotny pomysł na razie odkładam na półkę. Nie wyrzucam. Być może jeszcze do niego wrócę, ale najpierw chcę lepiej poznać to, co już istnieje.

Jakże mylnie sądziłem, że współczesne biblioteki są reliktem w czasach streamingu, czytników i mediów społecznościowych. Okazało się, że problem nie tkwił w bibliotekach, tylko w moim wyobrażeniu o nich.

Biblioteka nie musi być wyłącznie miejscem, do którego przychodzi się po książkę, a potem możliwie cicho wychodzi. Może być przestrzenią spotkań, dyskusji, warsztatów i wydarzeń kulturalnych. Miejscem, w którym ludzie nie tylko czytają historie, lecz także o nich rozmawiają, poznają ich autorów, a czasem zaczynają tworzyć własne.

Oferta wydarzeń organizowanych w filiach Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Tadeusza Różewicza we Wrocławiu jest znacznie bardziej różnorodna, niż przypuszczałem. Miałem okazję zobaczyć to na własne oczy.

I wciąż trochę nie dowierzam.

Myślę, że w ciągu tygodnia, może kilku, będę miał do przekazania ciekawe wieści. Na razie nie powiem nic więcej.

Żeby nie zapeszyć.

Może więc warto zapisać się na newsletter, aby ich nie przegapić? Sam wciąż próbuję nadążyć za tym, co się dzieje.

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x