
Mam swoje ulubione miejsce. Niedaleko domu. Przychodzę tam, kiedy mam wolną głowę. Albo przeciwnie — kiedy jestem przeciążony i potrzebuję pomyśleć. Napić się czegoś bezalkoholowego. Poobserwować ludzi. Popatrzeć.
W monodramie Ewelina używa gestów podpatrzonych właśnie tam, u dziewczyny mniej więcej w jej wieku.
Czasem to, co widzę, mnie wkurza. A czasem dzieją się tam rzeczy magiczne.
Jakie? Różne.
Na przykład kilka razy — zaledwie kilka, bo jednak pełen profesjonalizm — widziałem, jak ktoś przyznaje się do błędu. Do zwykłej ludzkiej pomyłki, niedopatrzenia. I za każdym razem robiło to na mnie ogromne wrażenie.
Młoda kelnerka, stojąca dopiero na początku swojej drogi zawodowej, potrafi zrobić coś, z czym problem miała większość moich dawnych współpracowników, szefów i przełożonych.
Potrafi powiedzieć:
— Pomyliłam się. Przepraszam. Zaraz to naprawię.
I niczego jej od tego nie ubywa. Przeciwnie — coś jej przybywa. Na przykład mojego szacunku.
Dyrektorzy, kierownicy, właściciele firm, wysokiej klasy specjaliści — jakże często bali się tych kilku prostych zdań:
Popełniłem błąd.
Pomyliłem się.
Źle oceniłem sytuację.
Wyciągnąłem pochopne wnioski.
Nie zweryfikowałem właściwie danych.
Dałem się ponieść entuzjazmowi albo emocjom.
Tymczasem przy stoliku obok ktoś mówi: „Przepraszam, pomyliłam się. Zaraz to naprawię”, a ja w duchu biję brawo.
Oczywiście można powiedzieć, że to część jej zawodu. Tylko czy przyjmowanie odpowiedzialności za własne decyzje nie powinno być również częścią zawodu dyrektora, kierownika, właściciela firmy albo specjalisty?
Skoro tej lekcji można nauczyć się już na początku drogi zawodowej, to co, do cholery, sprawia, że później tak wielu ludzi o niej zapomina?
Uczmy się od kelnerki przy sąsiednim stoliku.
Errare humanum est.
Przyznać się do tego — najwyraźniej znacznie trudniej.
Zgadzam się. I jak ktoś przeprosi i przyzna sie do błędu dajemu my do tego prawo – nie wspominamy,że kiedyś ktos sie mylił bo wtedy będzie trudno się przyznac komuś do błędu 2x.