Wciąż spinam i rozpinam sceny w tomie trzecim.

Wiem już, że raczej zdążę.

O ile nie opęta mnie jeszcze jakaś nowa idea dotycząca fabuły.

Na razie najbardziej ryzykowny pomysł polega na tym, aby część tej historii rozgrywała się po drugiej stronie książki. Najpierw pokażę Ci skutek. Przyczynę dostaniesz znacznie później.

Dam Ci, Czytelniku, kilka fałszywych tropów. Tyle informacji, żebyś mógł ocenić postać, ale za mało, żeby ta ocena była uczciwa.

Chcę, żebyś sam zauważył, jak łatwo się osądza. Jak łatwo z tą oceną przestrzelić. Jak łatwo kogoś skazać, zanim jeszcze ma się w rękach wszystkie dowody.

Walkę pokażę Ci z perspektywy niemal jak w strzelance. Ograniczone pole widzenia. Brak pełnego obrazu. Tylko to, co w danej chwili widzi bohaterka.

Chcę, żebyś poczuł beznadziejność jej położenia. Moment, w którym wie już, że jest skazana na porażkę i przestaje grać o zwycięstwo. Gra tylko o ustalenie jego ceny.

Zobaczysz kogoś, kto przez całe życie miał być narzędziem. Kiedy zniknęła dłoń, która nim władała, narzędzie zaczęło stawać się człowiekiem.

Nie wymazuje to tragizmu tej postaci. Przeciwnie — jeszcze go potęguje.

Ja wiem już, co czeka ją w tomie czwartym.

Ty jeszcze nie.

Pokażę też, jak konstrukcja psychiczna może dawać złudzenie potęgi. I jak łatwo tę potęgę skruszyć, jeśli nie kryje się za nią nic poza przekonaniem o własnej sile.

Jednego natomiast Ci nie dam.

Obiecuję.

Na sto procent nie będzie fikołków logicznych.

A przynajmniej taką mam nadzieję.

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x