
Tyle tysięcy znaków ze spacjami liczy już tekst czwartego tomu. Jak zwykle — a właściwie jak dzieje się to od drugiego tomu — piszę od zera. O ile drugi zachował ogólny kształt pierwotnej linii fabularnej, a w trzecim zmieniło się dość sporo, o tyle czwarty jest właściwie zupełnie inną opowieścią niż jego pierwowzór.
Czy to dobrze? Szczerze — nie wiem.
Wiem za to, jak wiele dzieje się w czwartym tomie. A przecież na razie istnieje tylko jego wersja wstępna. Pewnie kiedy będę miał około osiemdziesięciu procent tekstu, znowu rozłożę go na kawałki i zacznę układać od nowa.
Po co?
Momentami sam się zastanawiam, czy te delikatne linie pęknięć dostrzega ktokolwiek oprócz mnie. Ale nawet jeśli nie — to nie jest powód, aby je zostawić, byle tylko szybciej zakończyć kolejny projekt.
No właśnie. Trzeci tom wciąż czeka na ostatni szlif. Celowo go odkładam. Uznałem, że jeśli najpierw napiszę to, co ma się wydarzyć później, łatwiej będzie mi znaleźć miejsca, w których sens zaczyna się rozjeżdżać. Bo nie ma siły — gdzieś musi.
Cała historia od pierwszego tomu liczy już dobrze ponad tysiąc stron. Sporą część pracy zajmuje mi obecnie sprawdzanie, co dokładnie napisałem dwa tomy wcześniej. Żeby nie zmieniać kanonu, logiki ani sensu.
Bo w czwartym tomie, podobnie zresztą jak w trzecim, pojawiają się momenty, które czytelnik już zna. A przynajmniej może mu się tak wydawać. Zabawa perspektywą daje naprawdę olbrzymie możliwości.
A po co to komu?
Ano po to, aby nikt nie mógł powiedzieć, że narzucam jeden, jedynie słuszny punkt widzenia. Aby czytelnik mógł sam ocenić, która perspektywa trafia do niego najmocniej. Albo złożyć własną, zawierającą elementy kilku pozostałych. To też jest rozwiązanie.
W życiu dwie osoby stojące obok siebie mogą zupełnie inaczej zapamiętać to samo zdarzenie. Każda zauważy coś innego, każda przypisze inne znaczenie tym samym słowom i gestom. Czasem z tych dwóch opowieści powstaje trzecia — wspólna. Niekoniecznie prawdziwsza, ale pełniejsza.
I właśnie o to mi chodzi. Abyś, Drogi Czytelniku, mógł kiedyś powiedzieć, że oto wypracowałeś wspólną perspektywę na pewne zdarzenia z jakimś tam Kilańskim.
Czego Tobie i sobie życzę.
Dlatego czasem myślimy, że druga osoba żyje w swojej rzeczywistości…a tek w sumie jest, każdy w niej żyje.