
Powinienem kończyć książkę. To wydaje się rozsądną kolejnością: skończyć jedną rzecz, potem zabrać się za następną. Więc piszę wiersze. Próbuję też ukończyć sztukę teatralną, rozważam małe wydarzenie dla miłośników fantastyki, a ostatnio zastanawiam się, jak docierać z kulturą do ludzi. Do tych, którzy już jej szukają, ale również do tych,

Nie dokładnie tak, jak sobie zaplanowałem. Czy narzekam? Wręcz przeciwnie! Czasem rzeczy dzieją się dokładnie tak jak w moich książkach. Zaczynają się od banału. W książce — od jednodniowego wyjazdu Eweliny do rodzinnego domu. W moim przypadku — od spotkania Klubu Zaczytanych we wrocławskiej Mediatece. Ewelina jechała do domu, żeby

Strona przez kilka dni nie działała, ale już wszystko jest w porządku. Na razie. Tymczasem nastąpił powrót do rzeczywistości pourlopowej. To zawsze trochę boli. Myślę, że współczesna szybkość podróżowania daje nam wiele wygody, ale jednocześnie coś odbiera. Dwa tysiące kilometrów w trzy godziny? Proszę bardzo. Tyle że właściwie nie jesteśmy

No i stało się. Tym razem naprawdę. Nie „plik został wysłany”.Nie „książka jest po redakcji”.Nie „korekta po składzie zakończona”.Nie „drukarnia rozpoczęła realizację zamówienia”. Ścieżki Cienia właśnie do mnie dotarły. Stoją przede mną w kartonach. Pachną drukiem. Mają okładki, grzbiety, strony, konkretny ciężar. Można je wziąć do ręki, przekartkować i upewnić

Miałem pisać coś zupełnie innego. Właściwie nadal mam pisać coś zupełnie innego. Trzeci tom, czwarty tom, poprawki, sceny, które domagają się uwagi, i postacie, które najwyraźniej uznały, że skoro już je stworzyłem, powinienem teraz zajmować się wyłącznie nimi. Tymczasem Ewelina Czarnowska usiadła przy stoliku w barze. Obcisłe jeansy. Czerwone szpilki.

Moi Drodzy, tym razem naprawdę mam dobrą wiadomość. Mam gotowy plik dla drukarni. Mam również gotową wersję elektroniczną w formacie EPUB. „Ścieżki Cienia”, drugi tom „Plemienia Światła i Cienia”, przeszły już redakcję, skład oraz korektę po składzie. Wszystkie przecinki zostały przesłuchane, literówki schwytane, a zbuntowane słowa ustawione z powrotem we

Alistair MacLean – punkt wyjścia Pierwszy ulubiony autor. Fascynacja chłopięca, czysta przygoda – morze, zimno, sabotaż, milczenie pod presją. Był tym, co sprawiło, że czytanie stało się przygodą, nie obowiązkiem. Ale też… zamknął mnie na inne światy. Zbyt długo. Terry Goodkind – wytrych do fantastyki Nie miałem sięgać po fantasy.
Tom 2 nie wyjdzie w terminie. Mógłbym tu napisać, że „chcę, żeby był lepszy”, ale to zdanie nic nie znaczy. Każdy chce. Różnica pojawia się dopiero wtedy, kiedy trzeba coś za to zapłacić. U mnie ta cena okazała się dość prosta do nazwania:muszę tę książkę napisać jeszcze raz. Nie poprawić.
Jeszcze kilkanaście lat temu manipulacja polegała na tym, że ktoś kłamał.Dziś nie trzeba już kłamać. Wystarczy sprawić, by ludzie przestali wierzyć, że istnieje coś takiego jak fakt. Współczesne media – zarówno te tradycyjne, jak i społecznościowe – nie deformują świata przez prostą propagandę. Deformują go przez relatywizację. Każda informacja staje